paper.webp

Papierowa Bajka

Ktoś ją pobieżnie przewertował, ktoś inny rzucił okiem od niechcenia i porzucił na podłodze w kącie pokoju. Nic dziwnego, w końcu była tylko zwykłą, szarą gazetą, w dodatku wczorajszą. Rogi miała pozawijane, tłustą plamę na samym przodzie i okrągły ślad po kubku z herbatą. Kto by pomyślał, że to dopiero początek...

 

Gazetka zauważyła że kąt, w którym się znalazła był całkiem przytulny, a na przeciwko znajdowało się okno, duże, balkonowe i otwarte na oścież. Zauważyła jak firanka tańczyła sobie z wiatrem w tym otwartym oknie i zaczepiała stojący nieopodal stolik. Ale ten nie chciał się przyłączyć do tańca, miał ważniejsze sprawy. Dźwigał cały stos grubych książek i plik gazet, dzisiejszych. Miały gładki papier i pachniały świeżym drukiem. Gazetka posmutniała na chwilę, ale zaraz dostrzegła kubek z przyborami do pisania i wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

pile of books 2.jpg
 
pen 2.jpg

- Panie długopisie - zawołała - czy nie zechciałby pan napisać na mojej stronie jakiejś nowej historii? Wszystkie są wczorajsze...
Długopis zmierzył ją niechętnym wzrokiem:
- Wybacz moja droga, ale widzę, że jesteś gęsto zadrukowana. Ja żeby pisać, potrzebuję miejsca, przestrzeni. Jakbyś była czystym brulionem, to co innego.
- O - bąknęła lekko urażona. Miała przecież obszerne marginesy. Całe mnóstwo historii by się na nich zmieściło. Cóż, długopis widocznie nie zauważył.

 

- Panie ołówku - spróbowała tym razem nieśmiało - tyle na mnie literek, czy nie zechciałby pan naszkicować jakiegoś ładnego obrazka.
Ołówek nawet na nią nie spojrzał, tylko burknął:
- Nie dla mnie gryzmolenie po starych gazetach. Przykro mi - dodał na koniec, chociaż mu wcale przykro nie było.

pencil.jpg
 
paints.jpg

- My coś chętnie namalujemy, tak dawno nie miałyśmy okazji - odezwały się cichutko i otworzyły wieczko ukazując całą paletę kolorów.
Jednak wciśnięty pomiędzy nie pędzelek jęknął jednak tylko i westchnął głęboko. Ojej - zmartwiła się gazetka - wcale nie był puszysty, jak ogon wiewiórki. Wszystkie włoski posklejane, biedaczysko!

 

A farbki? Wyschnięte tak, że aż popękały. Mają dobre chęci, ale nic z tego malowania nie będzie - zrozumiała - przydałoby się trochę wody, ale gdzieś słyszała, że woda wylana na gazetę to prawdziwa katastrofa. Stąd to już tylko droga na śmietnik.
- Zaraz coś wymyślę - powiedziała głośno, żeby dodać otuchy chudemu pędzelkowi i suchym farbkom, ale oni zamiast się ucieszyć, zadrżeli i schowali spowotem głęboko do pudełka. Jakby zobaczyli ducha.

water.webp
 
scissors 3.jpg

Rzeczywiście coś zgrzytnęło jakby metal potarł o metal. Mieszkańcy stolika i okolicznych półek wstrzymali oddech, bo oto zza stołowego brzegu wyłoniły się lśniące ostrza.... nożyczek.
A nożyczek wszyscy się bali. Nieraz widziano, co potrafią zrobić z karką papieru, albo sznurkiem, czy nawet kawałkiem grubego kartonu.
Nożyczki zatrzymały się na wprost gazetki.
-No to koniec- zdążyła jeszcze pomyśleć i zapadła w mrok.

 

Po przebudzeniu, poczuła się dużo większa, jakby ją ktoś rozciągnął wzdłuż i wszerz. Obok nadal błyskały ostrza i dało się słyszeć skargę nożyczek:
- Całe życie tylko przetnij lub utnij, nic więcej. Na pół albo wzdłuż, koniecznie po linii, bo inaczej trzeba zaczynać od nowa... Dość tego, przecież można o wiele więcej.
Nikt się nie spodziewał, że nożyczki potrafią tak trajkotać. Jedyne co wcześniej od nich słyszano to krótkie, ostre CIACH, a teraz cięły i cięły jakby nie mogły przestać.
Toteż wszyscy mieszkańcy stolika przyglądali się z ciekawością temu, co działo się na podłodze. Nawet ołówek sie nagle zainteresował. Z szerokiej szuflady wychyliła się tubka z klejem i kawałek sznurka wysunął się odważnie.

 

A na podłodze, gdzie okiem sięgnąć rozciągały się
gazetowe ludziki ubrane w literki,
gazetowy domek z kominem, niewielki,
otwierane okna, otwierane drzwiczki,
schodki, płotek, bramka do krętej uliczki.
Jeszcze na dodatek czarno-białe kwiaty,
czarno-białe drzewo, pagórek garbaty.
rzeka pełna liter dużych oraz małych,
klucze dzikich ptaków, także czarno -białych.

paper dog.jpg
 
cut outs.jpg

Gazety na stoliku aż pożałowały, że nie robi się wycinanek z dzisiejszych egzemplarzy.
- No proszę, takie cuda ze starej gazety - zdziwił się na głos długopis i pomyślał, że może wcale nie potrzeba czystego brulionu, żeby pisać historie. Być może nadaje się do tego każdy kawałek papieru...

 

Tymczasem gazetka cieszyła się swoją nową postacią. Zaszumiała czarno-białym drzewem, zaszeleściła rzeczką, otworzyła drzwiczki gazetowego domku. Gazetowy ludzik łypnął przez okienko, po czym wyskoczył przez otwarte drzwi. Drugi zbiegł schodkami z góry na dół, a potem przez bramkę, krętą uliczką wprost przez siebie. Inny wspiął się na górski szczyt, a potem poturlał z górki na pazurki. A że dzień był słoneczny, niejeden wskoczył sobie do rzeczki. To była w końcu tylko zabawa i taka papierowa woda nie mogła im przecież zaszkodzić.

paper water.jpg
 
rainy window.jpg

Nagle słoneczne promienie zniknęły z dywanu i zerwał się wiatr. Firanka wpadła z impetem do pokoju, zafurgotała, zatrzepotała i wcale tego nie chcąc zagarnęła gazetowe ludziki wprost na otwarty balkon.
A tam... KAP... KAP... wpadała kropla za kroplą z deszczowej chmury. Już jeden ludzik sie zmoczył i drugi, a potem trzeci. Ptaszkom skleiły się skrzydełka, rzeczki porwały, góry zmięły. Wycinanki zwinęły się w wilgotne kulki, zamieniły w mokrą ciapkę. Smutny widok.
Deszcz płakał za oknem, a w pokoju nad swoim zniszczonym dziełem zapłakały nożyczki. Z żalu nad gazetką płakała tubka z klejem i kawałek sznurka. No i farbki zalały się łzami. Płakały i płakały, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że im to płakanie wychodzi na zdrowie i nabierają kolorów. A pędzelek, który zupełnie się rozkleił, nawet nie zauważył, jak znów zaczął przypominać puszysty ogon wiewiórki.

 

Wtem KLIK. To długopis się włączył.
- Dość tego mazania się - ogłosił stanowczo - nie możemy spraw tak zostawić. Musimy koniecznie coś wymyślić.
No i wszyscy zaczęli myśleć, książki przeglądać spisy treści, a gazety wertować rubryki z poradami.
Nagle jedna z nich krzyknęła:
- Mam! - i pokazała wszystkim przepis, który właśnie znalazła.
Zaraz z kuchni zawołano miskę i dużą drewnianą łyżkę. Miska przyturlała się zdziwiona czego od niej chcą w pokoju, skoro ona jest naczyniem kuchennym. Niemniej zdziwiona była drewniana łyżka. Tym bardziej, że wysyłano je na balkon.
Kiedy jednak pokazano im przepis, od razu wiedziały co robić.
Łyżka skrupulatnie zagarnęła papierową paćkę z balkonowej podłogi do miski i posłała do kuchni po szklankę mąki. Mąka sypnęła się do miski, za nią wcisnął się biały klej z dużej tubki, a łyżka pracowicie mieszała. Mieszała i mieszała aż wreszcie powstała jednolita masa.

paper mache birds.jpg
 
paper mache birds 2.jpg

Z masy ulepiono ptaka, a kiedy był gotów, pędzelek zabrał się do malowania. Malował i malował zawzięcie, raz po raz zmieniając kolory, bo farbki nie chciały słyszeć, żeby którąś z nich pominął. Następnie nożyczki odcięły ostrożnie kawałek sznurka i na tym sznurku zawieszono ptaka w oknie, dużym, balkonowym i otwartym na oścież. Tam mógł tańczyć sobie na wietrze razem z firanką.

 

No i jak na rajskiego ptaka przystało, opowiadał bajki.


Bajki całkiem nowe i te bardzo stare

wszystkie kolorowe, za to żadne szare.

Bajki unoszące wszystko ponad czasem

już nie świeżym drukiem pachnące, lecz lasem.