paper.webp

Papierowa Bajka

Wszystkim się wydawało, że to była zwykła, nudna gazeta. W dodatku wczorajsza. Nie dość, że czarno-biała, a nie kolorowa to jeszcze rogi miała pozawijane, tłustą plamę na samym przodzie i okrągły ślad po kubku z herbatą. Nikt się nie dziwił, że leżała w kącie, sama i nikt nie chciał się z nią bawić. No bo i w co?

 

Ale gazeta nie zaprzątała sobie głowy tym co się innym wydaje, tylko rozglądała się ciekawie po pokoju. Najbardziej podobał jej się stolik. Stał przy samym oknie, dużym, balkonowym i otwartym na oścież. Firanka tańczyła sobie z wiatrem w tym otwartym oknie i zaczepiała stolik, ale ten nie chciał się przyłączyć do tańca. Miał ważniejsze sprawy. Dźwigał cały stos grubych książek i plik gazet. Dzisiejszych. Przy jednej z krawędzi leżał długopis pogrążony w rozmowie z ołówkiem, a za stosem gazet chowało się pudełko z farbkami!

pile of books 2.jpg
 
pen 2.jpg

- Panie długopisie - zawołała gazeta, a ten przerwał rozmowę i wychylił się nieznacznie - czy nie zechciałby pan napisać na mojej stronie jakiejś nowej historii. Wszystkie są wczorajsze.
- Chyba raczysz sobie żartować - odezwał się ten z wysokości - przecież jesteś gęsto zadrukowana. Ja potrzebuję miejsca, przestrzeni. Jakbyś była czystym brulionem, pełnym pustych linijek, to co innego.

 

- Oh, rozumiem - odpowiedziała gazetka po prostu. Panie ołówku - spróbowała tym razem- same na mnie literki, czy nie zechciałby pan naszkicować jakiegoś obrazka.
- Moja droga - wyśmiał ją ołówek z wysokości - jak szkicować, to tylko na czystych, białych kartkach. Nie dla mnie gryzmolenie po starych gazetach. Przykro mi - dodał na koniec, chociaż wcale mu przykro nie było.

pencil.jpg
 
paints.jpg

Gazetka pomyślała sobie w duchu, że tamci nie wiedzą, co to dobra zabawa, ale farbki to będą wiedziały.
-Hej wy tam! - zawołała - chcecie coś namalować?
Tak jak przypuszczała, farbki nagle sie ożywiły.
- Bardzo chętnie! Bardzo chętnie! - krzyknęły zgodnie i zawołały pędzelek.

 

Pędzelek jednak jęknął tylko i westchnął głeboko. Gazetka przyjrzała mu się uważniej. Wcale nie był puszysty, jak ogon wiewiórki. Wszystkie włoski posklejane, biedaczysko! A farbki... Wyschnięte tak, że aż popękały. Mają dobre chęci, ale nic z tego malowania nie będzie - zrozumiała gazetka i zaczęła obmyślać, jak by tu pomóc przyjaciołom. Woda napewno by pomogła, ale na samą myśl o niej struchlała. Woda wylana na gazetę to prawdziwa katastrofa. Stąd już tylko droga na śmietnik.

water.webp
 
scissors 3.jpg

Tak się gazetka zamyśliła, że nie zauważyła jak wszystko wokół struchlało i zamarło w bezruchu. Zgrzytnęło żelastwo, metal potarł o metal i zza stołowego brzegu wyłoniły się lśniące ostrza... nożyczek.
Wszyscy bali się nożyczek i każdy wolał trzymać się od nich z daleka. Nieraz widziano, co nożyczki potrafią zrobić z karką papieru, albo sznurkiem, taśmą, czy nawet kawałkiem grubego kartonu. Toteż każdy siedział teraz cicho i ani myślał się wychylać.
A nożyczki bez słowa zbliżały się do gazetki.
- No to koniec - zdążyła tylko pomyśleć i zapadła się w mrok.

 

Po przebudzeniu, nożyczki były zaraz obok niej uwijając się nad czymś pracowicie i trajkotały bez przerwy:
- Całe życie tylko przetnij, utnij, przetnij, utnij w kółko i bez przerwy. Na pół, albo wzdłuż, koniecznie po linii, bo inaczej trzeba zaczynać od nowa... i tak dalej... i tak dalej...
Zza krawędzi stołu wyglądały farbki z pozklejanym pędzelkiem i ołówek z długopisem. Z szuflady wychyliła się tubka z klejem i kawałek sznurka wysunął się odważnie. Nawet grube książki na stole były poruszone. Nikt nigdy nie słyszał, żeby nożyczki tyle mówiły. Jedyne co wcześniej od nich słyszano to krótkie, ostre CIACH, nic więcej.
Gazetka z bliska zauważyła, że oprócz ostrzy, miały także przyjemne niebieskie uchwyty ale ...zaraz...zaraz... co one właściwie robiły?

 

Na podłodze, gdzie okiem sięgnąć leżały porozkładane wycinanki. Gazetowe ludziki, jedne w spodenkach, inne w sukienkach. Gazetowe domki z okrągłymi drzwiami i okrągłymi oknami. Gazetowe drzewa i ptaki, wzgórza, kleksy stawów i jezior oraz długie tasiemki rzek.

paper dog.jpg
 
cut outs.jpg

- Ależ, to ja - pomyślała gazetka i natychmiast gazetowe ludziki się poruszyły, okrągłe drzwiczki otworzyły, drzewa zaszumiały, ptaki pofrunęły, a rzeczki zaszeleściły. Zachęcone tym sukcesem nożyczki zabrały się do wycinania ze zdwojonym zapałem, a z pod nich wypadały gazetowe zwierzątka i kwiatki, rybki i grzybki, a potem jeszcze cała masa misternie zdobionych serwetek, witrażyków i rozetek.

 

Piękne to wszystko było! Gazety na stoliku pożałowały, że nie robi się wycinanek z dzisiejszych egzemplarzy. Długopis chcąc zwrócić na siebie uwagę, zaczął mamrotać pod nosem, że napisałby historię, jeszcze ładniejszą niż te wycinanki, gdyby tylko miał czysty zeszyt. A ołówek tłumaczył się, że przecież nie da się rysować ładnych obrazków niezaostrzonym rysikiem, a on właśnie taki miał. Ale nikt ich nie słuchał, bo tymaczasem na podłodze buzowało życie i było to dużo ciekawsze niż pusta gadanina. Dzień był słoneczny, więc gazetowe ludziki urządziły piknik i puszczały latwce. Kąpały się w gazetowym jeziorze. Taka papierowa woda nie mogła im przecież zaszkodzić. A potem ktoś jeszcze wymyślił gazetowe ognisko na niby. Ale była zabawa!

paper water.jpg
 
rainy window.jpg

Nagle słoneczne promienie zniknęły z dywanu i zerwał się wiatr. Firanka wpadła z impetem do pokoju, zafurgotała, zatrzepotała i wcale tego nie chcąc zagarnęła gazetowe ludziki wprost na otwarty balkon.
A tam... KAP... KAP... wpadała kropla za kroplą z deszczowej chmury. Już jeden ludzik zmoczoy i drugi, a potem trzeci. Już ptaszkom sklejają się skrzydełka, rzeczki sie rwą, a góry mną. Już się wycinanki zwijają w wilgotne kulki, zamieniają w mokrą ciapkę. Smutny widok.
Deszcz płakał za oknem, a w pokoju płakały nożyczki. Płakały książki, nowe gazety, tubka z klejem i kawałek sznurka. Farbki też zalały się łzami, ale im to akurat na zdrowie wyszło i nabrały kolorów. Podobnie pędzelkowi, który się rozkleił i znów przypominał puszysty ogon wiewiórki.

 

Wtem KLIK. To długopis się włączył.
- Dość tego mazania się - ogłosił - nie możemy spraw tak zostawić. Trzeba opracować plan działania. Czy mogę użyć pani marginesów? - zapytał leżącej na wierzchu gazety.
Zaraz zanotowano pierwszy punkt planu, za nim drugi, trzeci i czwarty. Pod długopisem aż się paliło.
Na marginesie po drugiej stronie ołówek kreślił z zapałem pomocnicze szkice, zapomniawszy zupełnie o swoim niezaostrzonym rysiku. Kiedy plan działania był gotów, krzyknięto do kuchni na cały głos po miskę i dużą drewnianą łyżkę. Przyturlała się miska zdziwiona czego od niej chcą w pokoju, skoro ona jest naczyniem kuchennym. Niemniej zdziwiona była drewniana łyżka, tym bardziej że wysyłano je na balkon. Tam jednak wszystko stało się jasne.
Zaraz łyżka skrupulatnie pozagarniała papierową paćkę z balkonowej podłogi do miski. W międzyczasie posłano do kuchni po szklankę mąki, ale nikt się już niczemu nie dziwił. Mąka sypnęła się do miski, a za nią wcisnął się biały klej z dużej tubki. A łyżka pracowicie mieszała. Mieszała i mieszała aż wreszcie powstała jednolita masa.

paper mache birds.jpg
 
paper mache birds 2.jpg

No i wtedy zaczęła sie zabawa. Każdy chciał coś ulepić! Ulepiono ludziki i domki, drzewa i kwiaty, zwierzaki i ptaki.

A pędzelek malował i malował, aż wszystko pokryło sie kolorami. Cały stół przeobraził się w bajeczną krainę, a nawet ponad nim w oknie na sznurkach zatańczyły kolorowe ptaki.

- Ależ to ja - pomyślała gazetka po przebudzeniu. I nikomu się już nie wydawało, że była czarno - biała, wczorajsza, nudna albo zwykła.