attic2.jpg

Na stryszku było cicho i spokojnie. Wszystko spało pod grubą pierzyną kurzu. Aż do momentu gdy drewniana okiennica uchyliła się skrzecząco i wróciła z łomotem na swoje miejsce. Za niewielkim okienkiem zaszumiał wiatr, a potem zagwizdał przez szczeliny w starej framudze. Wtedy się obudziła. Stała sobie na parapecie, a wdzierający się przez nieszczelności wiatr omiatał z niej nagromadzony przez lata kurz.
- Aaaaapsik - kichnęła siarczyście.
Drobinki kurzu zawirowały i zatańczyły a w dole, na podłodze pod parapetem, zrobił się ruch. Obudziła się porcelanowa filiżanka, zastukała pokrywka malowanego fajansu, ocknął się stalowy czajnik. Zegarek z dewizką zatykał dwukrotnie, a z drewnianej skrzyni wychylił się zaspany kapelusz z tiulową kokardą.
Przyglądała się temu ciekawie. Tymczasem wiatr za oknem nie dawał za wygraną. Jeden z podmuchów pchnął ją tak silnie, że zachwiała się, runęła w dół i potoczyła po skrzypiącej podłodze wprost pod pęknięte lustro. Natychmiast zrobiło się wokół niej zbiegowisko.
- Co się stało?
- Nic ci nie jest?
- Skąd się tu wzięłaś?
- Jak masz imię? - pytano jeden przez drugiego.
- Nic mi nie jest - odpowiedziała - spadłam z parapetu, to przez ten wiatr. Jestem... - zawahała się, aż wreszcie wyznała ledwo dosłyszalnym szeptem:
- Właściwie to nie wiem. Nie pamiętam.

 
teacup1.jpg

- Nie wiesz? - zdziwiła się filiżanka i zaczęła omiatać ją wzrokiem.
- Hmm - odezwała sie po chwili - za to ja wiem. Jesteś filiżanką, jak ja. Tylko z innego kompletu. To oczywiste i jasne jak słońce. Spójrz tylko, masz spodek. Duży i rozłożysty. Ja też kiedyś taki miałam - nagle zmieniła temat - tylko mój był ładniejszy, dużo ładniejszy. Porcelanowy, ze złotą lamówką. Jaka szkoda, że się zgubił. Co ja bym dała, żeby się znalazł... O, ja nieszczęśliwa - i filiżanka zalała się łzami.

 

- Proszę się uspokoić, moja droga - odezwał się fajans - ja mam ubite ucho i wcale się nad sobą nie użalam. Co to naszej tajemniczej koleżanki, to zwróćcie uwagę, że ona ma właśnie takie duże sterczące ucho, o wiele za duże jak na filiżankę - ciągnął tonem prawdziwego znawcy - Myślę, że jest właśnie fajansem. Albo w najgorszym przypadku imbrykiem.
Wówczas na parapecie zagrzechotały zapałki, jakby chciały włączyć się do tej rozmowy.
- Co wy tam wiecie - uciszył je natychmiast fajans - jesteście za małe, żeby się wtrącać.
No i zapałki umilkły.

teapot_edited_edited.jpg
 
kettle new_edited.jpg

Odezwał się natomiast czajnik:
- A ja myślę, że to jakiś rodzaj czajnika , spójrzcie tylko na ten pękaty brzuszek, dokładnie taki jak mój. Tylko gwizdka nie widzę. Pewnie zgubiła, to się szalenie często zdaża. Ja też swój zgubiłem. To dopiero był gwizdek! Głośny i potężny. Kiedy go miałem potrafiłem gwizdać tak głośno jak ten wiatr za oknem. Co tam, głośniej niż on!

 

- Ekhm, pan wybaczy, że mu przerwę - wtrącił się kieszonkowy zegarek z dewizką - ale odbiega pan od tematu, a ja chciałem dorzucić do tej rozmowy swoje przysłowiowe trzy grosze. Wszyscy zdajecie się zauważać najbardziej narzucające się, duże elementy. Ja zaś, urządzenie precyzyjne, z założenia zwracam uwagę na najmniejsze drobiazgi. Stąd nie mogłem nie zauważyć tego oto pokrętła - tu zegarek wskazał na nieduże pokrętełko sterczące nieznacznie z jednej strony pękatego brzuszka - w związku z powyższym pragnę zaproponować, że mamy tu do czynienia z urządzeniem bardziej skomplikowanym niż, proszę mi wybaczyć, zwykłe naczynia. Być może jest to zegar. 
Na te słowa filiżanka, fajans i czajnik prychnęły obrażone, a zapałki na parapecie zagrzechotały znowu ochoczo, wyraźnie mając coś do powiedzenia. Jednak i tym razem nie dopuszczono ich do głosu:
- Wybaczcie i wy moje drogie, ale uważam, że jesteście za proste, aby brać udział w tej dyskusji - zamknął sprawę zegarek.

pocket watch.jpg
 
fancy hat.jpg

Na to wszystko z drewnianej skrzyni wychylił się ponownie kapelusz z tiulową kokardą:
- A ja uważam, że robicie wiele chałasu o nic. Nie ważne jest kim się jest, lecz jak się wygląda. Można być żebrakiem, a w odpowiednim kapeluszu wyglądać jak król - powiedział z ogromnym przekonaniem. Po czym zagwizdał na swoje koleżanki i kolegów.

 

Z drewnianej skrzyni zaczęły wyłaniać się kapelusze, czepki, toczki, meloniki, cylindry i bereciki. Wskakiwały kolejno na skromną, niczym dotąd nie ozdobioną głowę i kazały jej obracać się przed starym pękniętym lustrem w tę i w tamtą stronę, żeby można ją było należycie podziwiać. Podczas tego pokazu mody, zapałki na parapecie zagrzechotały, wyraźnie już zniecierpliwione. Ale kapelusz nie chciał słyszeć co mogłoby mieć do powiedzenia:
- Macie za małe główki, żeby się wymądrzać - uciął.
Jej jednak znacznie bardziej podobało się grzechotanie zapałek, niż rewia przed lustrem. Więc zwróciła się do kapeluszy najgrzeczniej jak umiała:
- Dziękuję wam moje drogie, jesteście wszystkie śliczne, ale robi się późno. Lepiej będzie jak wrócę już do siebie.
I wskoczyła spowrotem na swój parapet.

old mirror_edited.jpg
 
better night_edited.jpg

Rzeczywiście było już późno i za oknem zaczęło się zciemniać, a ona pogrążyła się w głębokiej zadumie:
- Wydaje mi się, że nie jestem filiżanką, ani imbrykiem na herbatę, chociaż rzeczywiście mam duże ucho. Nie jestem też czajnikiem. Coś wprawdzie chlupocze w moim pękatym brzuszku, ale nie jest to woda. Nie wydaje mi się też, żebym miała w sobie jakiś skomlikowany i precyzyjny mechanizm, tylko to jedno pokrętło. No i zdecydowanie wolę swoją głowę bez żadnego nakrycia. Och - westchnęła zrezygnowana.
- Może wy wiecie? - zapytała gwiazd, które zaczęły właśnie wysypywać się na ciemniejące niebo.
Gwiazdy milczały, a zaraz potem zaczęły jedna pod drugiej, zapalać się uliczne latarnie. Wylały z siebie na ulicę, deptak i otaczające go kamienice, ciepłe pomarańczowe światło. Dziwne, poczuła się jak w domu.

 

Wówczas koło ucha zagrzechotało jej małe kochane pudełko z zapałkami. Nie zamierzała ich uciszać.
- Powiedzcie mi proszę co wiecie - poprosiła.
Ale zapałki także milczały. Nie należały do tych, co gadają na próżno. Jedna z nich wysunęła się za to z pudełeczka, po czym zrobiła coś zupełnie nieoczekiwanego. Pstryknęła główką o jeden z boków pudełka, zapłonęła żywym płomieniem i podpaliła mały knotek, ukryty pod kloszem. Był tak dobrze schowany, że nawet sam zegarek go nie zauważył, chociaż miał oko do szczegółów.
- Ojej - krzyknęła ona widząc jak biedna zapałka spada na parapet zupełnie wypalona.
- Nie martw się - odezwały się chórem pozostałe - po to tu jesteśmy.

matchbox.jpg
 
street lamp.jpg

Mimo, że zapałka zgasła, knotek nie przestawał się palić zdecydowanym płomieniem, a klosz rzucał na parapet ciepły pomarańczowy krąg światła. Może jej się wydawało, a może nie, ale uliczna latarnia mrugnęła do niej porozumiewawczo i nagle wszystko stało się jasne.

 

P.S. Dzięki jasnemu, pomarańczowemu światłu oliwnej lampki z parapetu, odnaleziono pałętający się po ciemnych dotąd kątach stryszku śliczny porcelanowy spodek ze złotą lamówką oraz gwizdek. Udało się także wygrzebać tubkę z klejem do porcelany i dosztukować fajansowi ukruszone ucho.

attic2.jpg