Szarek

Szarek był marzycielem.

- Chciabym stanąć na szczycie góry i zapoznać się z wiatrem! - rozmarzył się pewnego dnia.

- Wiesz dobrze,że to niemożliwe – natychmiast odezwały się zewsząd oburzone głosy – złamałbyś się natychmiast w pół, albo porwałby cię ten wiatr.


- Chciałbym zobaczyć, co też dzieje się nocą, kiedy wszyscy śpią – powiedział innym razem, gdyż bardzo interesowały go tajemnice.

- Wiesz dobrze, że to niemożliwe – usłyszał w odpowiedzi surowe głosy – nocą każdy z nas znika, jak więc mielibyśmy wtedy cokolwiek zobaczyć? Nie bądź niemądry.


- Chciałbym zobaczyć słońce! - zakrzyknął raz Szarek odważnie, bo był bardzo odważny z natury – to dopiero byłoby coś!

- Wiesz dobrze, że to niemożliwe! - odpowiedział chór przerażonych głosów – Spoglądanie w słońce grozi utratą wzroku NA ZAWSZE! Każdy o tym wie.


Nie pozostało Szarkowi nic innego, jak tylko leżeć plackiem na ziemi i tak też zrobił. “Marzyć nikt mi nie zabroni” - pomyślał. Tym razem postanowił jednak z nikim się tą myślą nie dzielić i tylko marzył sobie leżąc i leżał marząc. Tak się rozmarzył, że zupełnie stracił poczucie czasu i nie zauważył, że zaczęło się zciemniać. Zanim zdążył wrócić domu, ziemię zalał całkowity mrok.


I Biedny Szarek znikł. Dokładnie tak, jak go ostrzegano...

 
night background.jpg

Po dwóch chwilkach, pojawił się jednak znowu...lecz już nie sam. Ze wszystkich stron otaczały go bezkształtne potwory o długich, szponiastych ramionach. Koślawe szpony wydawały się sięgać po niego i był pewien, że za chwilę rozszarpią go na strzępy. Leżał więc nieruchomo z zaciśniętymi szczelnie powiekami czekając na swój koniec, kiedy za jego plecami odezwał się gruby, niski głos:


- Witaj- powiedział głos. Zabrzmiał całkiem przyjaźnie i swojsko, tak że Szarek natychmiast zapomniał, żeby się bać. Powoli odwrócił się i spojrzał w górę, a to zobaczył, ogromnie go zdumiało. Była to wielki, srebrny talerz, pośrodku atramentowej pierzyny, która nie miała ani początku ani końca.

 

- Jestem Księżycem – przedstawił się głos.

– a to są Gwiazdy -Księżyc wskazał na świetliste kropki, którymi usiana była pierzyna. Wszystkie mrugały do Szarka przyjaźnie.

- Witaj! Witaj! Witaj! - szeptały jedna po drugiej.

- Witajcie – uradował się Szarek - Byłem pewien, że nocy nie można zobaczyć.

-Musisz się jeszcze wiele nauczyć – odparł Księżyc i zaprosił Szarka na nocną wyprawę. Na dobry początek. Szponiaste ramiona potworów pełzały po ziemi, gdy księżyc i Szarek mijali skupisko starych dębów na wzgórzu udając się w kierunku miasteczka.


- Zaglądanie przez okna to moje ulubione zajęcie – przyznał Księżyc.

- Ale czy to nie jest niegrzeczne, tak zaglądać komuś do domu? - zapytał Szarek.

- Nie – brzmiała odpowiedź - pod warunkiem, że ma się pozwolenie, a z tym nie mam problemów. Ludzie lubią moją srebrną poświatę i chętnie zapraszają mnie do swoich mieszkań uchylając zasłony i podnosząc rolety.


W nocnym okiennym kalejdoskopie Szarek po raz pierwszy zobaczył

ludzi śpiących i śniących swoje sny

i takich takich , co marzyli z otwartymi oczmi,

poetów piszących długie wiersze w słabym świetle nocnych lamp,

i rodziny toczące długie rozmowy przy kuchennych stołach,

kota wylegującego się na parapecie

i czyjeś wielkie oko w teleskopie.

 

Nad ranem Księżyc zaczął wyglądać dość blado.

- Czy coś ci dolega? - zmartwił się Szarek.

- Nie. Nad ranem zawsze słabo wyglądam , to naturalne. Czas odpocząć.

- Rozumiem. Dziękuję ci bardzo, byłeś znakomitym przewodnikiem. Powiedz mi jeszcze proszę zanim pójdziesz, czy to prawda, że spoglądanie w słońce grozi utratą wzroku na zawsze?

- Ależ skąd. Ja patrzę w słońce niemal cały czas – brzmiała odpowiedź – i nie straciłem wzroku. Czasami Ziemia wpycha mi się przed sam nos i zasłania widok. Z tymi słowami Księżyc zniknął za jej horyzontem.

- Do widzenia Księżycu

- Do widzenia...


W tej chwili ramiona Szarka się wydłużyły. Wydłużyły się też jego nogi i całe ciało. W brzuchu zatańczyły mu motyle, jak zawsze kiedy ma się wydarzyć się coś niesamowitego. Kiedy poczuł delikatne ciepło, pomyślał, że to musi być słońce. Jeszcze trochę słabe i nie do końca wyspane. Szarek wcale się nie bał. Odwrócił się w kierunku słońca i … nie zobaczył zupełnie nic.


Czyżby stracił wzrok, tak jak go ostrzegano?…



Nie. Miał tylko mocno zaciśnięte powieki. Z przejęcia. Kiedy je otworzył zobaczył coś, czego wcale nie spodziewał się zobaczyć.

Otóż stał przed nim Chłopiec. Dokładnie w taki sposób, że zasłaniał mu całe słońce.

„Jak Ziemia Księżycowi” pomyślał Szarek.



Okazało się, że on i Chłopiec są nierozłączni.

Szarek zauważył, że raz on goni Chłopca, a innym razem Chłopiec goni jego.

Dowiedział się też, że jest pewna szczególna pora dnia, kiedy chłopiec nie przesłaniał Szarkowi słońca. Samo południe.

Właśnie wtedy się spotkali.

Szarek, Chłopiec, Słońce


i jeszcze Wiatr, który po bliższym poznaniu okazał się bardzo przyjemny.